Strefa Wisły

Wymarzony start! Wisła 3:0 Jagiellonia

Trzy punkty zostały przy Reymonta! Wiślacy w imponującym stylu rozprawili się w sobotni wieczór z będącą w przebudowie Jagiellonią Białystok, wbijając gościom aż trzy bramki, nie straciwszy przy tym ani jednej. Tym samym, biorąc pod uwagę korzystne rezultaty na innych stadionach Ekstraklasy, ekipie Białej Gwiazdy udało się skrócić dystans do bezpiecznego miejsca w tabeli na zaledwie dwa punkty! A powodów do radości i optymizmu jest po meczu z Jagą znacznie więcej. 

Nowy aspekt gry w drużynie prowadzonej przez trenera Artura Skowronka, który najbardziej rzucał się w oczy na przestrzeni całego spotkania to bardzo intensywny, nieustanny wysoki pressing rywali, który bardzo często przynosił efekty w postaci licznych odbiorów i przechwytów. Każdy jeden Wiślak - od stopera po napastnika - zasuwał w grze obronnej aż się kurzyło. Co naturalne, nie starczyło sił na 90 minut tak wyczerpującej gry i w drugiej połowie przyszły momenty kryzysowe, jednakże i z nich krakowianom udało się wyjść bez szwanku. 

Z bardzo dobrej strony pokazały się wszystkie "nowe twarze". Żukow biegał jak mały samochodzik. Turgeman niejednokrotnie pokazał próbkę swoich sporych możliwości technicznych i opanowania, a także inklinacji do gry kombinacyjnej na jeden-dwa kontakty z piłką. Hebert za to wprowadził spokój w poczynaniach defensywy - niestety, musiał zakończyć sobotnie zawody przedwcześnie, co jest jednym z naprawdę niewielu powodów do zmartwień. 

Do tego po profesorsku grał Kuba Błaszczykowski, w genialny sposób rozprowadzając szybkie ataki Wisły. Po raz kolejny udowodnił, że jeżeli tylko nic mu nie dolega, to jest Panem Piłkarzem zdecydowanie przerastającym tę ligę umiejętnościami i wizją gry. Bardzo pozytywny impuls po wejściu na murawę dał Olek Buksa, który swój udział w meczu przypieczętował niezwykłej urody trafieniem, ustalając w ten sposób wynik spotkania. Na osobną pochwałę zasłużył także Kamil Wojtkowski - nie za bramkę, absolutnie. Za to, czego często brakowało w jego grze do tej pory - wielkie zaangażowanie i zostawienie serducha na boisku. "Wojo" walczył o każdą piłkę, jeździł na wślizgach, a jeżeli był przy piłce w trudnej sytuacji, nie szukał dryblingu, lecz wybierał trudne do wykonania, ale niezwykle przyspieszające grę zagrania z pierwszej piłki lub strzały z dystansu.

Kapitalne zawody w defensywie rozegrał Vullnet Basha. Jego umiejętne ustawianie się na boisku i zadziorność w walce o futbolówkę wiele razy pozwalały Wiśle wrócić w jej posiadanie i rozpocząć kontratak. Do "żywych" wrócił wreszcie Vukan Savicević, który dostał dużo więcej swobody, mając za plecami dwóch pracusiów w postaci Bashy i Żukowa. Grał szybko, kreatywnie i całkiem skutecznie, czyli tak, jak kiedy przychodził na R22. 

Żeby nie było tak całkiem cukierkowo... Nieco słabiej zaprezentowali się obaj boczni obrońcy, nie tyle w obronie, co przy piłce. Łukasz Burliga nie mógł znaleźć wspólnego języka z partnerami, często oddając piłkę za darmo przez niezrozumienie intencji kolegów z drużyny. Natomiast Maciej Sadlok chyba nie do końca "dojeżdżał" fizycznie, co parokrotnie skutkowało fatalnymi technicznie kopnięciami czy przegranymi pojedynkami szybkościowymi. Tragedii też nie było, ale obaj panowie generalnie mają nad czym pracować. 

Całościowo to spotkanie można podsumować bardzo krótko: każdy piłkarz Białej Gwiazdy chciał wygrać dużo bardziej od swojego vis-a-vis w koszulce Jagi i to właśnie ta determinacja w połączeniu z fantastycznym dopingiem licznie zgromadzonych kibiców dały nam wymarzony start rundy wiosennej! Byleby tylko teraz nie zachłysnąć się tym triumfem... Trzeba pamiętać, że do wykonania wciąż pozostaje ogrom ciężkiej pracy. Ale o ileż przyjemniej się haruje, mając świadomość kroczenia w dobrym kierunku, nieprawdaż? 

Back to Top