Strefa Wisły

Na początek ciężka lekcja - Górnik 2:0 Wisła

Wyraźnie wzmocniony podczas zimowego okienka i zdeterminowany do wygrzebania się z dna tabeli Górnik z łatwością uporał się przed własną publicznością z kompletnie przebudowaną po rundzie jesiennej krakowską Wisłą, wygrywając 2:0 po dwóch trafieniach Mateusza Matrasa.

IMG 0803

Mimo pory (poniedziałkowy wieczór), oczy wszystkich sympatyków polskiego futbolu zwrócone były na stadion przy ulicy Roosevelta. Starcie Górnika z Wisłą było do granic wyobraźni naładowane różnymi ciekawymi historiami i okolicznościami. Ucieczka katu spod topora Wisły, powrót do Ekstraklasy Kuby Błaszczykowskiego, pierwszy od dawna mecz Sławka Peszki, przeorientowanie polityki transferowej zabrzan i ich wielka mobilizacja do rozpoczęcia punktowania przed własną publicznością gwarantowały spore zainteresowanie i dużą dawkę emocji. Niestety, sportowo zdecydowanie lepiej od Białej Gwiazdy zaprezentowali się gospodarze, którzy swoją lepszą dyspozycję udowadniali od pierwszych minut spotkania.

Już w pierwszej minucie meczu Wiślacy stracili pierwszego gola. Do siatki Lisa trafił Łukasz Wolsztyński, lecz szybko okazało się, że Polak w momencie podania znajdował się na pozycji spalonej, więc jego bramka została anulowana. Zły zwiastun nie był w stanie przekuć się na lepszą grę podopiecznych trenera Stolarczyka. W ofensywie gra nie chciała się kleić. Widać było, że kompletnie odmieniona formacja ataku potrzebuje jeszcze sporo czasu, by zarówno dojść do optymalnej dyspozycji, jak i zgrać się nawzajem z partnerami. Ustawienie z dwoma niskimi, mobilnymi napastnikami tym razem nie funkcjonowało. Ewidentnie brakowało Zdenka Ondraska, a więc wysokiej, silnej, dobrze zbudowanej "dziewiątki", która przyjęłaby piłkę tyłem do bramki, wygrałaby główkę, poprzepychałaby się z rosłymi stoperami Trójkolorowych. Kobry z nami już jednak nie ma i do nowej rzeczywistości musimy przyzwyczaić się zarówno my, kibice, jak i piłkarze, którzy nieco bezsensownie często decydowali się na długie, górne podania, które przy warunkach fizycznych naszych napastników równały się oddaniu futbolówki rywalom praktycznie za darmo.

Nieporadność w rozegraniu Wisły szybko wykorzystali gospodarze. W 10. minucie lukę na lewym skrzydle wykorzystał Jesus Jimenez, który posłał stamtąd bardzo dokładne dośrodkowanie nad głowami obrońców, wprost "na nos" wbiegającego z drugiej linii, niepilnowanego Mateusza Matrasa. Debiutujący w barwach Górnika pomocnik bez problemu wykorzystał tę sytuację strzelając głową obok bezradnego Mateusza Lisa. Tym razem o spalonym nie mogło być mowy.

Niespełna dwie minuty później kolejny raz wykazał się sędzia liniowy, który dostrzegł pozycję spaloną Igora Angulo w newralgicznym momencie. Bramkostrzelny Hiszpan bowiem wykorzystał prostopadłe podanie w pole karne, pokonując bramkarza Wisły, ale i to trafienie słusznie nie zostało zaliczone. Po chwili z dystansu próbował Żurkowski, ale dobrze ustawiony Lis nie miał problemów z interwencją. Po kilku minutach efektownie w pole karne zagrywał następny nowy nabytek Górników, Gvilia, lecz jego miękka wcinka przeleciała minimalnie nad głową Angulo. 

Mniej więcej w połowie pierwszej części gry Wiślacy wreszcie pokazali kawałek dobrego futbolu. Długie podanie do Drzazgi, ten efektownie drybluje i zagrywa po ziemi do Kolara. Chorwat uderza z pierwszej piłki, ale fantastycznie interweniuje również sprowadzony zimą golkiper Górnika, Chudy. Następnie, schematyczne rozegranie rzutu rożnego doprowadziło do posiadania piłki Wasilewskiego w lewym rogu "szesnastki", skąd sprytnym lobem chciał obsłużyć zamykającego akcję Kolara. Niestety, i tym razem popisał się czeski bramkarz gospodarzy, przenosząc piłkę nad głową chorwackiego napastnika.

Kiedy wydawało się, że gol dla Wisły jest tylko kwestią czasu, zabójczo odpowiedzieli gospodarze. Dośrodkowanie Gvilii przeszło obrońców Wisły i trafiło pod nogi Matrasa. Ten uderzył bez zastanowienia, piłka odbiła się jeszcze od próbującego blokować strzał Sadloka, co całkowicie uniemożliwiło Lisowi skuteczną interwencję. Tym sposobem Górnicy podwoili swoje prowadzenie w 37. minucie. Od tej pory znów to gospodarze zaczęli dominować.

Świetnie podanie dobrze dysponowanego Wolsztyńskiego próbował wykończyć Żurkowski, ale zabrakło niewiele. Po chwili z dystansu uderzał Gvilia, który także minimalnie chybił. Tuż przed końcem pierwszej połowy Wiślacy zdołali jeszcze odgryźć się potężnym strzałem Plewki, który niestety wylądował tylko na poprzeczce.

Drugą odsłonę piłkarze Białej Gwiazdy zaczęli od ofensywnego nastawienia, starając się wysokim pressingiem zaskoczyć zabrzan. Do sytuacji strzeleckiej doszedł Drzazga, lecz uderzył wprost w Chudego. W 57. minucie aż dwukrotnie mogło być już po meczu, lecz tragicznie zachował się Igor Angulo. Najpierw "kryminału" w rozegraniu dopuścił się Marcin Wasilewski, który za krótko podawał w kierunku Lisa. Do piłki dopadł hiszpański napastnik gospodarzy, minął bramkarza Wisły, ale za długo zwlekał z oddaniem strzału do pustej bramki i dał sobie wybić piłkę spod nóg przez ofiarnie interweniującego Macieja Sadloka. Defensywa Białej Gwiazdy nie zdążyła się jeszcze otrząsnąć po tamtej akcji, a znów oko w oko z młodym Lisem stanął Angulo. Kapitalne prostopadłe podanie Wolsztyńskiego i Hiszpanowi pozostało tylko spytać golkipera gości, w który róg ma strzelić. Zamiast tego, ośmieszył się posyłając futbolówkę wysoko w trybuny.

Z kontry zaatakowali podopieczni trenera Stolarczyka. Dobra akcja Peszki i Palcicia, płaskie dośrodkowanie w pole karne, z piłką minął się niestety Błaszczykowski, ale ta trafiła ostatecznie do Kolara. Chorwat uderzył sytuacyjnie, ale nie sprawiło to większych problemów Chudemu. Nie minęło wiele czasu, a znów czeskiego bramkarza zatrudnił Kolar uderzeniem z dystansu. Znów jednak nie sprawił mu większych kłopotów. Mecz wkraczał w decydującą fazę, Wisła miała rzut rożny. Bardzo dobrze dośrodkował Błaszczykowski, ale Drzazga z dogodnej pozycji fatalnie przestrzelił. Do końcowego gwizdka Wiślacy próbowali jeszcze odmienić wynik, lecz nie byli w stanie przeciwstawić się wybieganym, dobrze zorganizowanym i zdeterminowanym rywalom.

 

Górnik Zabrze 2:0 Wisła Kraków

1:0 - Mateusz Matras 10'
2:0 - Mateusz Matras 38'

Składy:

Górnik Zabrze: Martin Chudy - Adam Örn Arnarson (90+3' Dani Suarez), Przemysław Wiśniewski, Paweł Bochniewicz, Michał Koj - Mateusz Matras (82' Szymon Matuszek) - Łukasz Wolsztyński (70' Giannis Mystakidis), Szymon Żurkowski, Walerian Gwilia, Jesus Jimenez - Igor Angulo.

Wisła Kraków: Mateusz Lis - Matej Palcić, Maciej Sadlok, Marcin Wasilewski, Rafał Pietrzak - Vullnet Basha, Patryk Plewka - Jakub Błaszczykowski, Krzysztof Drzazga (69' Kamil Wojtkowski), Sławomir Peszko (80' Maciej Śliwa) - Marko Kolar (89' Łukasz Burliga).

Żółte kartki: Adam Örn Arnarson, Paweł Bochniewicz (Górnik Zabrze) oraz Matej Palcić (Wisła Kraków).

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork).

Widzów: 14 689.

 

 

Back to Top