Strefa Wisły

Nie tym razem - Zagłębie 3:1 Wisła

Nie udało się. Poturbowani i przerzedzeni kontuzjami krakowianie nie byli w stanie oprzeć się sile pnącego się w górę tabeli Zagłębia Lubin i po przegranej na wyjeździe 3:1 nie poprawili swojego miejsca w ligowej tabeli, więc w ostatnich siedmiu kolejkach zagrają w grupie spadkowej. 

Na ostatnią chwilę udało się doprowadzić do sprawności Kubę Błaszczykowskiego, Vullneta Bashę oraz Vukana Savicevicia, co dawało promyk nadziei na pozytywny rezultat końcowy. Niestety, z biegiem czasu wąska kadra drużyny Białej Gwiazdy dawała o sobie znać coraz bardziej. Problemy widoczne były w spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec, ciężko było z Piastem Gliwice, podobnie było i tym razem. Od początku meczu to gospodarze byli stroną dominującą, co praktycznie nie ulegało zmianie na przestrzeni całych 90 minut. Już w pierwszych minutach Miedziowi dochodzili do swoich sytuacji, choć na początku nie były one jeszcze dostatecznie klarowne. Odpowiedzieć zaczepnymi akcjami próbowali przede wszystkim Kuba Błaszczykowski i Vukan Savicević, którzy, mimo niekorzystnego wyniku, chyba jako jedyni rozegrali przyzwoite zawody. W 12. minucie pierwsze poważne zagrożenie pod bramką Wisły stworzył Jagiełło, który swoim podaniem wyprowadził Bohara na sytuację sam na sam z Lisem, lecz w ostatniej chwili ofiarnie interweniował Burliga. Chwilę później Biała Gwiazda nie miała już jednak tyle szczęścia.

Ładną akcję w ataku pozycyjnym skonstruowali gospodarze. Najpierw Bohar znalazł Balicia, a ten prawdopodobnie próbując strzału przypadkowo znalazł wbiegającego w pole karne Patryka Tuszyńskiego, który niepilnowany z bliskiej odległości nie miał najmniejszego problemu, by umieścić piłkę obok bezradnego Mateusza Lisa. Tym sposobem już w 14. minucie Wiślacy stanęli pod ścianą w meczu, w którym tak bardzo zależało im na trzech punktach. Podopieczni trenera Stolarczyka błyskawicznie mogli doprowadzić do wyrównania za sprawą strzału Marko Kolara, który był obsłużony przez Błaszczykowskiego, ale niestety to uderzenie na ciało przyjął Guldan.

Jakby kłopotów było mało, już w 22. minucie doszło do wymuszonej kontuzją zmiany Lucasa Klemenza, którego awaryjnie zastąpił Matej Palcić. Słoweniec przemieścił się na swoją nominalną pozycję prawego obrońcy, a w roli stopera musiał występować Łukasz Burliga. Tak pokiereszowana obrona krakowian nie przetrwała długo naporu Zagłębia, bowiem już w 27. minucie skapitulowała po raz drugi. I tym razem gospodarzom towarzyszył spory fart, bowiem kilkukrotnie przy bramkowej akcji Wiślacy byli centymetry od przechwytu, lecz ostatecznie wszystko poszło jak po sznurku, a strzał z ostrego kąta z bliskiej odległości Filipa Jagiełły odbił się od Sławka Peszki na tyle niefortunnie, że wpadł bezpośrednio do bramki Wisły.

Znów sekundy po wznowieniu gry zagotowało się pod bramką Forenca. Bardzo ładna oskrzydlająca akcja Peszki zakończyła się dośrodkowaniem na Kolara, ten zgrał do Savicevicia, a on wystawił piłkę na strzał Drzazdze, lecz Polak został zablokowany przez momentalnie doskakujących do niego defensorów Zagłębia.

W 45. minucie mogło być już po meczu. Świetne dośrodkowanie Starzyńskiego z rzutu rożnego spadło wprost na nogę Bartłomieja Pawłowskiego, który bez zastanowienia huknął z woleja, ale na jego nieszczęście piłka trafiła tylko w poprzeczkę i wróciła do gry. Natychmiast doskoczyli do niej napastnicy śląskiego klubu, a gola strzelił nawet Balić, ale sędzia asystent słusznie zasygnalizował pozycję spaloną, zatem bramka nie mogła zostać uznana.

Druga odsłona bardzo dobrze zaczęła się dla Białej Gwiazdy. Kapitalnym dryblingiem na lewym skrzydle popisał się Vukan Savicević, który później dojrzał w polu karnym Błaszczykowskiego i w umiejętny sposób wrzucił piłkę wprost na głowę kapitana Wisły, a ten z bliskiej odległości umieścił ją w siatce! Tak w 51. minucie w sercach Wiślaków znów zrodziła się nadzieja, bowiem dzięki wynikom na pozostałych stadionach już remis dawał krakowianom upragnioną "ósemkę".

Niestety, w grze Wisły brakowało pomysłu i polotu. Gospodarze znów przejęli kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi, a Wiślakom coraz trudniej było dojść do głosu. Imponująco prezentował się blok defensywny Zagłębia, który jeżeli już był naciskany przez graczy przyjezdnych, ofiarnie blokował każdą próbę strzału. Wreszcie, w 76. minucie swoją rosnącą przewagę lubinianie udokumentowali trzecim golem. Ponownie do siatki trafił Patryk Tuszyński, który dobił zmarnowaną "setkę" Pawłowskiego. Gol ten był tym bardziej bolesny, że wydaje się, iż jego strzelec znajdował się na pozycji spalonej, a co za tym idzie, bramka nie powinna zostać uznana. To jednak nie mogło być zweryfikowane, bowiem decyzją PZPN tego akurat spotkania VAR nie obsługiwał. Trzecie trafienie całkowicie podcięło skrzydła gościom, którzy chyba sami przestawali powoli wierzyć, że zdołają jeszcze odwrócić losy tej rywalizacji. Zamiast samemu tworzyć sytuacje strzeleckie, dawali się coraz głębiej spychać do defensywy. Bliski podwyższenia rezultatu był w 80. minucie Filip Starzyński, lecz po jego mierzonym strzale kapitalną interwencją popisał się Mateusz Lis, który sparował piłkę na słupek. Do końca spotkania nie udało się już piłkarzom trenera Stolarczyka poważnie zagrozić bramce Zagłębia i marzenia o grupie mistrzowskiej prysnęły niczym mydlana bańka.

Zagłębie Lubin - Wisła Kraków 3:1 (2:0)
1:0 Tuszyński 15'
2:0 Jagiełło 28’
2:1 Błaszczykowski 52’
3:1 Tuszyński 77’

Zagłębie: Forenc - Kopacz, Dąbrowski, Guldan, Balić - Tosik, Starzyński - Jagiełło (50’ Pakulski), Pawłowski (78’ Czerwiński), Bohar - Tuszyński (90’ Mucha)

Wisła: Lis - Pietrzak, Sadlok (82’ Boguski), Klemenz (21’ Palčič), Burliga - Basha, Savićević - Błaszczykowski, Drzazga, Peszko (71’ Brożek) - Kolar

Żółte kartki: Klemenz, Burliga, Sadlok, Guldan, Mucha

Sędzia: Paweł Raczkowski z Warszawy

Back to Top