Strefa Wisły

Pod Lupą: Paweł Brożek

Bohaterem wczorajszego spotkania niewątpliwie został Paweł Brożek. Zagrał fantastyczne spotkanie i to właśnie od niego rozpoczniemy nowy cykl regularnych artykułów na lamach naszego portalu.

 

Często można odczuwać wrażenie, że po odejściu Semira Stilicia, Wiśle brakuje zawodnika, który w gorszych momentach potrafiłby wziąć pełną odpowiedzialność na swoje barki i zacząć kreować grę. Czasem próbuje robić to Krzysztof Mączyński, lecz tak samo jak w przypadku Denisa Popovicia, nie jest on typowym graczem ofensywnym. W końcu mając za sobą już tylko obrońców, muszą oni również skupić się na działaniach destrukcyjnych. W meczu z Termalicą było to doskonale widoczne. Mimo, że często gra na wąskim obszarze boiska wyglądała bardzo efektownie, nie była wcale efektywna. Piłkarze zbyt szybko oddawali piłki, czasem podejmując bardzo ryzykowne decyzje, próbując raz po razie środkiem przedrzeć się przez obronę rywali. Rzecz jasna niejednokrotnie im się to udawało, lecz zabrakło podstawowego aspektu piłkarskiego, ofensywnego fachu – oddania strzału na bramkę. Próby Macieja Jankowskiego były tego wieczoru wyjątkowo niecelne, reszta graczy ofensywnych cały czas szukała się nawzajem, co zaskutkowało tak de facto, tylko jedną bardzo groźną sytuacją, której dość pechowo nie wykończył Wilde-Donald Guerrier. Po raz kolejny powtórzył się najgorszy z możliwych scenariuszy, dla kibiców Wisły. Tak samo jak w meczu z Piastem czy Koroną, Biała Gwiazda dominowała, prowadziła grę a mimo tego, z tych dwóch spotkań udało się wynieść tylko dwa punkty.

Od razu ponownie pojawiły się pytania, czy schemat gry proponowany przez Kazimierza Moskala ma prawo istnienia. Czy gra popularna „krakowską klepką” wreszcie zaprocentuje i piłkarze zaczną wykorzystywać nadarzajże się sytuacje. Jak zwykło się mówić w piłkarskim światku: przełamanie musiało nastąpić i cała pozytywna energia oraz potencjał, który cały czas było widać w grze Białej Gwiazdy, musiały eksplodować. Tak stało się wreszcie we wczorajszej potyczce z Jagiellonią.  Wiślacy wykorzystali większości nadarzających się okazji i wbili rywalom aż cztery bramki. Mianem popularnego we Włoszech „architetto” można było po tym spotkaniu określić Pawła Brożka. Napastnik Białej Gwiazdy rozegrał znakomite zawody i jego niemal każdy kontakt z piłka okazywał się skuteczny a przede wszystkim bardzo przemyślany.

Na pewno będzie to bardzo daleko idąca teza, jednak Paweł Brożek w swojej roli w Wiśle, przeszedł podobna transformacje jak Wayne Rooney grając w Manchesterze United. „Brozio” w ostatnich spotkaniach nie skupia się tylko na masowym strzelaniu goli. Przyjął role zawodnika, który często się cofa, pomaga partnerom rozgrywać akcje i wychodzi mu to naprawdę dobrze. W meczu z Jagą, 35 razy podawał piłkę i aż 80% jego zagrań znalazło swojego adresata. Na szczególną uwagę zasługuje kilka sytuacji. Pierwsza to indywidualna akcja przeprowadzona na początku spotkania. Świetne ogranie Madery, przerzucając lekko piłkę nad nogami obrońcy Jagi, a następnie podanie w tempo do wbiegającego Łukasza Burligi. O tym, że piłka nie zatrzepotała w siatce zadecydował chyba tylko jeden fakt. Na miejscu Burligi, nie był Brożek… Napastnik Wisły miał również udział w groźnej akcji, którą strzałem zakończył Maciej Jankowski w 19. minucie spotkania. Gdyby z tej akcji padła bramka, Brożek zaliczyłby asystę drugiego stopnia. W okolicach 30-40 metra od bramki, zagrał bardzo efektownie, z pierwszej piłki, piłkarskim krzyżakiem do Łukasza Burligi, ten znakomicie uruchomił Jankowskiego i tylko przytomność bramkarza Jagi, uratowała ich od straty gola. Na uwagę zasługiwał również znakomity cross, który otwierał ciekawą kontrę Wisły. Brożek zagrał go jak rasowy środkowy pomocnik, prosto pod nogi partnera, w tamtej akcji zabrakło jednak większej ilości zawodników, biorących udział w kontrataku. Brożek miał również decydujący głos podczas pierwszej bramki Jankowskiego. „Brozio” w bardzo ciężkiej sytuacji, dobrze zagrał piłkę wzdłuż pola karnego. Potem znakomicie musnął ja Burliga, a cała akcje golem zakończył Jankowski. Brożek zaliczył, używając pojęcia stworzonego przez ekspertów C+, asystę drugiego stopnia. Jego wkład był widoczny w większości groźnych akcji Wisły.

W meczu z Jagą, Brożek dorzucił również bramkę. Niemal 120 sekund po trafieniu rywali, Filip Modelski sfaulował w polu karnym Łukasza Burligę. Do piłki podszedł Brożek i mimo prośby Drągowskiego pewnie trafił do bramki. Każdy mecz, w którym do bramki choć raz trafia Brożek, kończy się zwycięstwem Wisły. Oby jeden z najskuteczniejszych zawodników Wisły, strzelał jak najczęściej.

Paweł Brożek po meczu: –  Cieszy ta wygrana, cieszą bramki i cieszy styl, który zaprezentowaliśmy. Tym bardziej cieszy to zwycięstwo, że po tej niespodziewanej bramce, bo tak na prawdę kontrolowaliśmy przebieg tego spotkania, wydarzyła się dla nas dosyć niespodziewana rzecz, ale potem potrafiliśmy odpowiednio zareagować. To dlatego cieszy to zwycięstwo i fakt, że bardzo szybko odrobiliśmy tę stratę i mogliśmy grać „swoje”. Cieszy mnie każdy gol, nawet jeśli miałbym strzelić go z linii bramkowej. Ja też długo czekałem na tę bramkę. Jestem zadowolony, że dałem taki bodziec drużynie, bo na pewno siedziało w naszych głowach to, że nie potrafiliśmy strzelić w tych trzech ostatnich spotkaniach. Rzuty karne staram się różnie wykonywać. W meczu z Jagiellonią strzeliłem podobnie, jak w pamiętnym z Legią, w którym zremisowaliśmy 2:2. Cieszę się, że wpadło, bo Drągowski to bardzo dobry bramkarz, a strzelić mu bramkę, to dla nie przyjemność. Kontrola meczu, przede wszystkim posiadanie piłki, bo to miało bardzo duże znaczenie. Jak masz piłkę, to nie musisz za nią biegać. Dzisiaj  to Jagiellonia musiała za nią biegać i wiedzieliśmy, że w końcu pękną – powiedział napastnik Wisły. 

 

PA

Źródło: Wisla.Krakow.pl/EkstraStats/własne

Back to Top