O krok od niespodzianki...
Kibice Białej Gwiazdy w pojedynku z liderem tabeli, goraco liczyli na przełamanie i minimum remis. W obecnej sytuacji, nawet jeden punkt byłby nadzieją, że cos w tej druzynie drgnelo. Piłkarze zapowiadali ze bedą walczyć o pełną pulę, jednak od samego początku spotkania jakby zaprzeczali swoim słowom.

Pierwsza połowa była w wykonaniu Wiślaków fatalna. Zero pomysłu na grę, jakby cały czas każdemu z zawodników, z tył głowy siedziała myśl o wstydliwej serii porażek. Nie potrafili wymienic kilku prostych podań, przez co narażali się na ataki zespołu rywali, które z czasem musiały przekuć się na bramki. O ile w 4 minucie od straty gola, instynktownie uchronił nas Miśkiewicz, o tyle w 12 minucie Dmytro Chomczenowskyj w wręcz kuriozalny i niewytlumaczalny sposób wyprowadzil swój zespól na prowadzenie. Niegroźny strzał głową na bramkę Miśkiewicza, okazał się dla naszego bramkarza za trudny, bowiem piłka ledwo lecąca wpada mu pod ręką, a zaskoczeni defensorzy nie potrafili jej wybić z lini bramkowej. Gorszego początku spotkania trener Wdowczyk nie mógł sobie wymarzyć, a wręcz zażenowani piłkarze długo dochodzili do siebie w tym spotkaniu. Biała Gwiazda grała bez polotu, jednak to My byliśmy blisko strzelenia kolejnej bramki w tym spotkaniu. Bokiem boiska przedarł się Patryk Malecki, dośrodkował w kierunku pola karnego, a tam Mateusz Zachara, który nie miał łatwej sytuacji do oddania strzalu, dobrze się złożył i trafil w poprzeczkę.
W 42 minucie powinno byc 2:0 dla gospodarzy, jednak strzał Świderskiego instynktownie obronil Miśkiewicz, który choć trochę zrehabilitował się za wpadkę z 12 minuty. Biała Gwiazda schodziła więc przegrywając 1:0, jednak można śmiało powiedzieć, ze był to najmniejszy wymiar kary wymierzony przez zawodników Michała Probieża. Tylko najbardziej optymistyczni kibice mogli wierzyć w odrodzenie podpopiecznych trenera Wdowczyka w drugiej odsłonie gry...
Druga część spotkania miala inny obraz, ewidentnie trener Probierz zmienil taktykę swojego zespołu, cofając wszystkich zawodników na swoją połowę w celu wyczekiwania na odpowiedni moment do kontratków. Biała Gwiazda starała się prowadzić grę, jednak gdy dochodziła do pola karnego bramki rywali brakowalo osoby, która wziełaby odpowiedzialnośc na swoje barki i zaryzykowała niekonwencjonalnym podaniem. Wislacy wymeniali podania, jednak nic z nich nie wynikało. Zdecydowanie lepiej oglądalo się taką druzynę, jednak trzeba pamietać ze gra sie tak jak rywal pozwala.
Blisko zdobycia kontaktowej bramki był Boban Jovic, jednak naszemu bocznemu defensorowi zabrakło szczęscia i może kilku centymetrów, bowiem po dobrej wrzutce Popovica, Boban zamiast skierowac futbolówkę do bramki, musiał uwazać aby nie wyrządzić krzywdy sobie i wychodzącemu z bramki Kelemenowi.
Od tego momentu Wislacy bardziej uwierzyli w siebie i po rajdzie Małeckiego, dobrą okazję na zdobycie bramki w 70 minucie miał Mączyński, jednak jego strzał sprzed "16" z łatwością obronił Kelemen. To co się nie udalo naszemu reprezentantowi, udało się bedącemu w życiowej szansie Vassiljevowi, który pokazał jak powinno oddawac się strzały z dystansu, uderzając idealnie w róg bramki Miskiewicza. Jagiellonia prowadziła juz dwoma bramkami i mało realne wydawało się, że losy tego spotkania mogą sie jeszcze odmienić. Tak nie było, choć trzeba powiedzieć ze walki do samego końca Wislakom odmówić nie można.W 85 minucie po ładnym solowym rajdzie Patryk Małecki, zdobywa kontaktową bramkę, strzelając mocno koło słupka, a nastepnie w doliczonym czasie najpierw Michał Miśkiewicz broni rzut karny wykonywany przez Piotra Tomasika, a następnie w ostatniej akcji meczu Rafał Boguski ma piłkę meczową, jednak z jego strzał z najbliższej odległości trafia w nogi bramkarza Jagielloni.
Szczęscie bylo blisko, jednak trzeba powiedzieć wprost, ze nie zasłużyliśmy w tym spotkaniu choćby na 1 punkt, a o przełamanie musimy starać się w meczu za tydzień z Piastem Gliwice. Może to wlaśnie z vice-mistrzem Polski, a następnie z mistrzem Polski, rozpoczniemy marsz w górę tabeli... Wszyscy na Reymonta !
JAGIELLONIA BIAŁYSTOK – WISŁA KRAKÓW 2:1 (1:0)
1:0 Dmytro Chomczenowskyj 12’
2:0 Konstantin Vassiljev 73’
2:1 Patryk Małecki 85’
żółte kartki: Tomasik, Chomcznowskyj – Popović, Sadlok, Małecki, Jović
Jagiellonia:Marian Kelemen – Rafał Grzyb, Ivan Runje, Guti, Piotr Tomasik – Przemysław Frankowski (81’ Przemysław Mystkowski), Jacek Góralski, Taras Romanczuk, Konstantin Vassiljev (86’ Damian Szymański), Dmytro Chomczenowskyj – Karol Świderski (61’ Maciej Górski).
Wisła:Michał Miśkiewicz – Boban Jović, Richard Guzmics, Maciej Sadlok, Adam Mójta – Rafał Boguski, Krzysztof Mączyński, Denis Popović, Mateusz Zachara (78’ Krzysztof Drzazga), Patryk Małecki – Paweł Brożek.