Strefa Wisły

Grudniowe derby

Już jutro wielkie piłkarskie święo w Krakowie. Na stadionie przy ul. Reymonta Wisła podejmie sąsiadkę, Cracovię. Mecz z trybun będzie oglądała rekordowa grupa kibiców w tym sezonie!

Spotkania derbowe zawsze elektryzują wszystkich kibiców w Krakowie. Mówi się o nich dużo i gęsto, mając nadzieję, że wreszcie Biała Gwiazda przysłoni trochę pasiaste barwy. Rzecz jasna, mówimy tylko i wyłącznie o aspekcie sportowym. W „świętej wojnie” nie udało się bowiem wygrać od trzech spotkań. Co więcej oba ostatnie zakończyły się porażkami, więc czas ponownie zacząć przechylać szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Zanim przejdziemy do samego jutrzejszego spotkania, postanowiliśmy sprawdzić, czy grudzień jest szczęśliwym okresem dla Wisły, mając na uwadze jedynie spotkania z miejscowym rywalem.

W oczekiwaniu na gwiazdkę
Grudzień nie jest okresem, w którym zbyt często odbywały się spotkania derbowe. Jeżeli do nich dochodziło to głownie były to towarzyskie starcia, których zazwyczaj górą wychodzili gracze „Białej Gwiazdy”. Jeden mecz wyróżnia się jednak na tle grudniowych spotkań pomiędzy Wisła a „Pasami”. 5 grudnia 1948 roku, obie ekipy spotkały się w dodatkowym meczu, który miał zadecydować o losach mistrzostwa Polski. Dwie pierwsze drużyny – Wisła i Cracovia, miały tyle samo punktów, a ówczesny regulamin rozgrywek mówił, że w takim przypadku, trzeba rozegrać dodatkowe spotkanie. Mecz cieszył się sporą popularnością. Szacuje się, że oglądało go około 20.000 osób (w sobotę, na pewno będzie nas więcej), a kilka dni przed samym spotkaniem Kraków żył tylko kolejną „świętą wojną”. Pomimo tego, że Wisła zdobyła bramkę już w 1. minucie spotkania to zwycięsko z tego starcia wyszła drużyna z drugiej strony Błoń. Jej graczom udało się strzelić trzy bramki i to ich kibice zalali boisko świętując Mistrzostwo. Jak wspomina Jerzy Jurowicz, który w tym meczu strzegł bramki Białej Gwiazdy, porażka ta bolała podwójnie: „Szaleństwo jakieś ogarnęło sympatyków Cracovii. Pękły bariery, tłum jak powódź zalał boisko. Biało-czerwoni porwali na ramiona swego kierownika – Izdebskiego – i wśród wiwatów trybun oraz chóralnego śpiewy „sto lat, sto lat” wynieśli go do szatni. Tak więc tytuł mistrza Polski zdobyła Cracovia – nam, którzy zniechęceni i źli chyłkiem niemal opuszczaliśmy szatnię – przypadło wicemistrzostwo”. Jutro zatem Wiślacy będą mieli świetną okazję aby trochę podreperować grudniowy bilans.

Cel: pierwsza ósemka
Jutrzejsze spotkanie zalicza się do tych arcyważnych także ze względu na tabelę. Jeszcze do niedawna wiele osób mówiło, że „ta Wisełka to już jedną nogą jest w pierwszej lidze”. Sytuacja jednak diametralnie się zmieniła i teraz podopieczni Radosława Sobolewskiego i Kazimierza Kmiecika, dużymi krokami zmierzają ku pierwszej ósemce. Oczywiście jest jeszcze za wcześnie na ferowanie jakichkolwiek wyników, ale biorąc pod uwagę sytuację z początku sezonu a obecną, mamy chyba trochę powodów do radości. Przed nami dwie kolejki przed przerwą. Spotkanie derbowe a następnie mecz w Chorzowie z Ruchem. W teorii sześć punktów jest w zasięgu ręki i niewątpliwie przyczyniłyby się one do zakończenia roku w pierwszej ósemce, co byłoby to nobilitacją. Zwłaszcza, że ostatnio także bywało z tym różnie. Ogranie Lechii Gdańsk dla niektórych było szokiem. Pewni eksperci, w pewnej telewizji internetowej, mówili, że gdyby ktoś powiedział im przed meczem, że Wisła pokona ekipę z Gdańska aż 3:0, to pewnie zareagowałby na to śmiechem. Boiskowa rzeczywistość okazała się jednak inna. Wiślacy zagrali bardzo agresywnie, walcząc o każdy centymetr boiska. Zaciętość, mądra gra z kontry przyniosła wymierne korzyści. Cieszy także bramka ze stałego fragmentu gry. Podobnie jak obrazek cieszącego się Arkadiusza Głowackiego. Nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby w najbliższym meczu także udało mu się trafić do bramki. Jak określił to dziennikarz Przeglądu Sportowego Mateusza Miga – Wisła przeczytała Lechię jak gazetę. Ciężko nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Wiślacy zagrali mądrze i pewnie, mimo tego, że goście również czasami znajdywali trochę miejsca na boisku. Trochę inaczej wygląda sytuacja w obozie gości. Pasy nie wygrały dwóch ostatnich spotkań, notując porażkę z Niecieczą 3:1 oraz bezbarwny remis z Górnikiem Łęczna 1:1. Co więcej udało im się w tym spotkaniu strzelić aż dwa gole. Covilo postanowił wpakować piłkę do własnej bramki.

Duże pole manewru
Przed meczem z "Pasami" trenerzy Sobolewski i Kmiecik mają nie mały ból głowy. Po zwycięskich ostatnich meczach w lidze ciężko zmienić wyjściową "jedenastkę". Jedyną korektą w składzie "Białej Gwiazdy" będzie najprawdopodobniej postawienie na wracającego Richarda Guzmicsa. Węgier ostatnie spotkanie rozegrał 6 listopada przeciwko Górnikowi Łęczna. Do "osiemnastki" meczowej wraca także Zdenek Ondrasek. Czech jednak powinien usiąść na ławce. Wisła bowiem w ostatnich meczach doskonale radzi sobie z trójką piłkarzy w środku pola i jednym wysuniętym napastnikiem.

Autorzy: Kowalski & Augustyn

Back to Top