Kraków jest nasz! - Cracovia 1:4 Wisła
Bitwy o panowanie w grodzie Kraka część druga także - tak jak i pierwsza - zwycięska, a zatem można już oficjalnie wykrzyczeć: Kraków jest nasz! Wiślacy upokorzyli sąsiadkę na jej własnym stadionie, odnosząc najwyższe zwycięstwo derbowe od 1976 roku, kiedy to, również na Kałuży, Wiślacy wbili rywalom jeszcze o gola więcej, pokonawszy ich wówczas 5:1. I choć na początku spotkania nic nie zwiastowało takiego przebiegu wydarzeń, w kilka minut piłkarze Białej Gwiazdy wyprowadzili trzy zabójcze ciosy i posłali rywalkę z gorszej strony Błoni na deski.

W pierwszej połowie przez długi okres nie można było wyraźnie wskazać faworyta. Obie ekipy skupiły się na walce w środku pola i opanowaniu sytuacji, co spowodowało brak klarownych okazji do otwarcia wyniku zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. Cuesta dwukrotnie musiał się sprężyć, by utrzymać remis dla swojego zespołu. Najpierw z dystansu próbował go zaskoczyć Adam Deja, a później z główki uderzał Michał Helik, ale w obu tych sytuacjach Hiszpan bardzo dobrze interweniował. Piłkarze Białej Gwiazdy odpowiedzieli szybką akcją zakończoną efektownym uderzeniem Imaza, lecz i tym razem golkiper stanął na wysokości zadania. Świetna postawa bloku defensywnego na czele z Arkiem Głowackim i Marcinem Wasilewskim nie dopuszczała gospodarzy do strzałów z bliższej odległości. Pierwsza odsłona powoli zmierzała ku końcowi i wydawało się, że po zaciętej walce obie drużyny zejdą na przerwę z zerowym dorobkiem bramkowym.
Wszystko jednak odmieniło się w 42. minucie, kiedy to dośrodkowanie Carlitosa z rzutu rożnego na krótki słupek w fenomenalny sposób wykończył "Wasyl", pakując piłkę do siatki wślizgiem obok bezradnego Wilka! Wiślacy wyszli na prowadzenie, ale ani nie przeszło im przez głowę, by zacząć od razu tego wyniku bronić! Wręcz przeciwnie, ponownie ruszyli do ataku, co po raz kolejny przyniosło oczekiwany skutek. Paweł Brożek zagrał trudną górną piłkę w pole karne w kierunku wbiegającego Jesusa Imaza. Hiszpan elegancko skontrolował ją głową, po czym genialnie przymierzył i... Gol! W 45. minucie było już 0:2! Taka zaliczka przed przerwą była wręcz wymarzoną sprawą. Ani na moment jednak Wiślacy nie zgubili koncentracji i nie uznali jeszcze tego meczu za skończony.
Druga część spotkania dobitnie to udowodniła. Od pierwszych jej sekund podopieczni Radka Sobolewskiego rzucili się na swoich rywali i już w 46. minucie Jesus Imaz po raz kolejny wpisał się na listę strzelców! Ponownie asystował mu Brożek, który na początku nieudolnie próbował wykończyć akcję, lecz w porę zorientował się, że nic z tego, ambitnie wstał i powalczył o odzyskanie futbolówki i dostarczenie jej do kolegi z drużyny. Rozpędzony Imaz uderzał z bliskiej odległości i po prostu nie mógł tego zmarnować!
To wciąż jeszcze nie zaspokoiło apetytów Wiślaków w tym meczu. Nadal pozostawali oni stroną przeważającą, tworzącą sobie znacznie lepsze okazje. Już w 52. minucie przed szansą na skompletowanie hattricka stanął Imaz, ale trafił w bramkarza z dogodnej pozycji. Niedługo po tym sfrustrowani kibice "sąsiadki" doprowadzili do przerwania meczu poprzez wrzucanie rac na boisko i w kierunku sektora gości oraz odpalanie rakiet i innych środków pirotechnicznych. Taki stan rzeczy utrzymywał się aż przez 21 minut. Wreszcie delegat w porozumieniu z sędzią głównym podjęli decyzję o wznowieniu gry. Jeśli ktoś myślał, że taki incydent wybije piłkarzy gości z uderzenia, to grubo się mylił!
Carlitos został sfaulowany w okolicach 20. metra i zdecydował się samemu wymierzyć sprawiedliwość. Nie fizycznie, odwzajemniając przemoc, lecz uderzając z rzutu wolnego w przepiękny sposób, zakończywszy tym samym ostatecznie jakiekolwiek nadzieje gospodarzy na cokolwiek. 67. minuta i po 'zerwanej pajęczynce' przez hiszpańskiego supersnajpera było już 0:4!
Dopiero wtedy można było delikatnie wyczuć, że piłkarze Białej Gwiazdy lekko spuścili z tonu. Gra znów przeniosła się do środka pola. Mądrze broniąca się i utrzymująca się przy piłce Wisła skutecznie uniemożliwiała odrobienie strat chaotycznym i rozstrzelonym po całym boisku, narażonym na kontry podopiecznym Michała Probierza. Ostatecznie, gospodarzy stać było tylko na trafienie honorowe w 89. minucie za sprawą uderzenia głową Michała Helika po dośrodkowaniu Szymona Drewniaka z rzutu wolnego. To jednak ani trochę nie zepsuło nam świętowania zwycięstwa! Wisła kompletnie zdominowała i ośmieszyła rywalkę zza Błoń po pełnym walki i zaangażowania meczu. Wisełka rządzi w Krakowie!
cracovia 1:4 Wisła
0:1 - Wasilewski 42'
0:2 - Imaz 45'
0:3 - Imaz 46'
0:4 - Carlitos 67'
1:4 - Helik 89'
Składy:
cracovia: Adam Wilk - Matic Fink, Piotr Malarczyk (75' Ołeksij Dytiatjew), Michał Helik, Kamil Pestka - Adam Deja, Szymon Drewniak - Jakub Wójcicki (46' Mateusz Szczepaniak), Javier Hernandez, Jaroslav Mihalik (Sergei Zenjov) - Krzysztof Piątek
Wisła: Julian Cuesta - Zoran Arsenić, Arkadiusz Głowacki, Marcin Wasilewski, Maciej Sadlok - Rafał Boguski (82' Patryk Małecki), Pol Llonch, Vullnet Basha (85' Vullnet Basha), Jesus Imaz - Paweł Brożek (81' Kamil Wojtkowski), Carlitos.
Żółte kartki: Fink, Malarczyk (Cracovia) oraz Llonch, Arsenić, Perez (Wisła).
Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 14 000