Strefa Wisły

Podsumowanie: Początek 2015 roku

Piłkarze Wisły wyruszą już za niedługo na pierwszy obóz w 2016 roku. My tymczasem wróćmy na chwilę do początku roku 2015. Od dzisiaj będą pojawiały się kolejne odcinki podsumowania minionego roku w wykonaniu Wisły Kraków. 

Początek roku 2015 przyniósł znaczące zmiany w klubie. Najważniejszą z nich było powołanie nowego prezesa  zarządu – Roberta Gaszyńskiego, który rozpoczął pracę z dniem 5 stycznia. Wraz z nim w skład nowego zarządu weszli Mirosław Jankowski oraz Maciej Krupa. Z nowym „szefem” klubu wiązano wówczas spore nadzieje. Dziś nie ma go już w klubie a okres jego pracy z pewnością trudno jest jednoznacznie ocenić.

Wiślacy wrócili do treningów 12 stycznia i w tym samym czasie rozpoczęły się pierwsze zawirowania kadrowe. Tomasz Zając został wypożyczony do Chrobrego Głogów, podpisano kontrakt z Bobanem Joviciem, który początkowo miał obowiązywać od lipca, w końcu rozwiązano też kontrakty z Osmanem Chavezem i Marko Jovanoviciem. Pod koniec stycznia do Wisły dołączył jeszcze wracający do klubu Michał Miśkiewicz.

W międzyczasie Wisła rozgrywała swoje pierwsze mecze kontrolne i choć wszyscy wiemy, że nie wynik w takich grach jest najważniejszy – piłkarze zaczęli okres przygotowawczy od zwycięstw z Piastem Gliwic e (2:0) i MFK Rużomberok (2:1).  Później było już tylko gorzej, najpierw Wiślaków zatrzymało Zagłębie Sosnowiec (1:1) a później już w trakcie zgrupowania w Belek – Sheriff TIiraspol  (1:1), Guangzhou FC (0:3), Kuban Krasnodar (0:2) i wreszcie Universitatea Craiova (1:2). Jeśli można było kogoś w tych spotkaniach wyróżnić to był to z pewnością strzelec trzech bramek – Wilde Donald Guerrier. Okres przygotowawczy dobiegł końca a my z niepokojem mogliśmy czekać na pierwsze spotkanie ligowe.

Obawy były słuszne bo Wisła zagrała bezbarwny mecz w Gdańsku i zasłużenie przegrała z tamtejszą Lechią 0:1. Zauważono wówczas, że wzmocnienie drużyny jest konieczne i już kilka dni później półroczny kontrakt z klubem podpisał urugwajski pomocnik – Jean Barrientos.  Udało się też szybciej ściągnąć do klubu Bobana Jovicia a nowy kontrakt podpisał Rafał Boguski. 

Wszyscy z nadzieją oczekiwali na pierwszy tegoroczny mecz na Reymonta. Do Krakowa przyjeżdżała szczecińska Pogoń i choć po ładnej bramce Łukasza Burligi nasz zespół prowadził, to przed przerwą do wyrównania doprowadził Marcin Robak. Więcej bramek już nie padło i wiślacy mogli dopisać sobie zaledwie punkt.

Tydzień później rywalem Wisły był kiepsko spisujący się w tamtym czasie GKS Bełchatów. Idealna szansa na przełamanie? Nic bardziej mylnego, Arkadiusz Piech na spółkę z Kamilem Wacławczykiem rozmontowali defensywę Białej Gwiazdy, na nic zdała się bramka Arkadiusza Głowackiego z końcówki pierwszej połowy. Wynik końcowy – 3:1 dla gospodarzy.

Zła passa nie skończyła się też w następnej kolejce gdy do Krakowa przyjechał bydgoski Zawisza. Ku rozczarowaniu zgromadzonych przy Reymonta widzów jedyną bramkę zdobył jeszcze przed przerwą Alvarinho i jak się później okazało wbił w ten sposób gwóźdź do trumny Franciszka Smudy.

9 marca ogłoszono, że Franciszek Smuda przestaje pełnić obowiązki trenera Wisły Kraków a już dzień później przedstawiono jego następcę – Kazimierza Moskala.  Stało się to niewątpliwie w bardzo trudnym momencie bo w najbliższych tygodniach Białą Gwiazdę czekały spotkania z Legią i Cracovią.

Nowy trener zadebiutował właśnie przy Łazienkowskiej i niewiele zabrakło a byłby to debiut wymarzony. Skazywana na pożarcie Wisła zagrała znakomity mecz, była drużyną lepszą od Legii i tylko nieudolności sędziego, który uznał nieprawidłową bramkę Michała Żyry a także pechowi Bobana Jovicia warszawiacy mogą zawdzięczać remis. Bramki dla Wisły zdobyli w tym pojedynku Łukasz Burliga i Paweł Brożek a poważnej kontuzji nabawił się rozgrywający wówczas znakomite zawody – Emmanuel Sarki.

Debiut Kazimierza Moskala można więc było uznać za udany ale już sześć dni później przyszedł czas na najważniejszy mecz w roku – derby Krakowa. Nikt nie wyobrażał sobie innego scenariusza jak tylko zwycięstwo Białej Gwiazdy, zwłaszcza, że mecz odbywał się przy Reymonta. Tak też się stało, Wisła dominowała i po bramkach Semira Stilicia i Pawła Brożka prowadziła już 2:0. Rywali z drugiej strony błoń było stać tylko na jedną bramkę, jej autorem – Marcin Budziński. Każdy to powie – Wisełka rządzi w Krakowie!

W następnej serii gier Biała Gwiazda wyruszyła do Białegostoku na mecz z Jagiellonią. Choć do przerwy przegrywaliśmy 0:1 to piorunujący początek drugiej połowy, głównie w wykonaniu Donalda Guerriera, który zdobył bramkę i zaliczył asystę, dał nam prowadzenie. Kiedy wszystko wskazywało, że Wiślacy będą mogli dopisać sobie kolejne trzy punkty kolejny raz błysnął Patryk Tuszyński i już w doliczonym czasie gry doprowadził do remisu. Kolejna strata punktów w końcówce meczu, jak się później okazało nie był to ostatni taki przypadek.

Okazja do poprawy humorów nadarzyła się już cztery dni później. Wisła przy Reymonta podejmowała Górnik Zabrze. Po bramce będącego wówczas w świetnej dyspozycji Donalda Guerriera szybko objęliśmy prowadzenie. Niestety, później Wisła grała już kiepsko a stwarzający coraz lepsze sytuacje rywale doprowadzili do remisu za sprawą Romana Gergela.

Wilde Donald Guerrier – strzelił w Białymstoku, strzelił z Górnikiem…  i na tym nie skończył. W kolejnym spotkaniu rozgrywanym w Bielsku-Białej z tamtejszym Podbeskidziem trafił do siatki dwa razy. Nie wystarczyło to jednak by zapewnić drużynie trzy punkty. Wisła dwukrotnie odrabiała straty ale nie była już w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę.

Kolejne straty punktów sprawiły, że dwie kolejki przed końcem rundy zasadniczej Wisła wciąż nie miała pewności, że znajdzie się w czołowej ósemce, która gwarantuje grę w grupie mistrzowskiej i przede wszystkim pewny byt w elicie.  Koniecznie trzeba było wygrać mecz z kielecką Koroną i na szczęście tak się stało. Po bramkach niezawodnego Guerriera a także Macieja Jankowskiego mogliśmy z ulgą dopisać sobie trzy punkty i cieszyć się z awansu do grupy mistrzowskiej.

Ostatni mecz rundy zasadniczej to wyjazd do Wrocławia na mecz ze Śląskiem.  Było o co grać, w przypadku zwycięstwa Wisła przeskoczyłaby w tabeli graczy wówczas Tadeusza Pawłowskiego. Skutkiem mógł być korzystniejszy terminarz w fazie mistrzowskiej. Jednak nic z tego, gospodarze okazali się lepsi i po bramce Roberta Picha umocnili się na czwartej pozycji w tabeli pozostawiając Wisłę tuż za swoimi plecami.

Dominik Budziński

Zdjęcia przedstawione w artykule są odrębnym podsumowaniem roku, nie zawsze odnoszą się do opisywanego okresu. W każdym kolejnym odcinku bedą pojawiały się inne. 

Back to Top