Strefa Wisły

Z nieba do piekła...

Wiślacy przystępowali do meczu z Ruchem Chorzów, jako ostatni zespół tabeli. W świetle ciągłych problemów z właścicielami, liczyliśmy, że przynajmniej zawodnicy pozwolą nam o tym choć na chwilę zapomnieć.Mecz z Ruchem był pierwszym spotkaniem nowych przyjaźni. Na trybunie C zawodników współnie dopingowali kibice w czerwonych jak i niebieskich koszulkach. 

 

W pierwszym składzie znów mieliśmy kilka niespodzianek. Za ofensywę odpowiadali tym razem Zachara z Drzazgą, a na bramce wystąpił Miśkiewicz, choć w tym przypadku zamiana była wymuszona kontuzją. W spotkanie lepiej weszli Wiślacy, którzy już w 5 minucie wyszli na prowadzenie za sprawą debiutanckiej bramki Mateusza Zachary. Nasz nowy napastnik, dostał bardzo dobre podanie w pole karne od Rafała Boguskiego i ładnym strzałem po ziemi obok wychodzącego z bramki bramkarza dał nam powiew optymizmu.

Podopieczni trenera Fornalika rozkręcali się z minuty na minutę, a najlepszą okazję do zdobycia wyrównującej bramki miał Patryk Lipski, który świetnie uderzył z rzutu wolnego, lecz piłka obiła słupek wychodzą w pole gry. Od tego momentu mieliśmy na boisku prawdziwą walkę bokserską. Cios za cios, aż wreszcie w 24 minucie wyrównującą bramkę zdobył nasz były zawdonik - Mariusz Stępiński, który dostał piłkę w pole karne i bez namysłu uderzył w stronę bramki pokonując Miśkiewicza. Świetną szansę dla podopiecznych trenera Wdowczyka miał Jakub Bartosz, który był najjaśniejszą postacją w naszym zespole. W pole karne zacentrował Pietrzal, a nasz młody defensor, wbiegając w "16" uderzył z pierwszej piłki, niestety zabrakło centymetrów. 

W 41 minucie bliski bramki był Drzazga, który strzałem głową uderzył w słupek, a największe brawa przy tej akcji należą się kolejny raz Bartoszowi, który pięknym rajdem bokiem boiska minął kilku rywali, pokazując ze drzemie w nim wielki potencjał. 

W pierwszej częsci spotkania widzieliśmy dużo ciekawych akcji, które powinny się skończyć bramkami. Za każdym razem brakowało zimnej krwi, zarówno ze strony Białej Gwiazdy jak i Ruchu Chorzów. Druga połowa zapowiadała się więc emocjonujaco, bowiem remis w tym spotkaniu nie zadowalał nikogo. 

Drugą połówkę zaczynamy z małą korektą w składzie, solidnie grającego Drzazgę zmienił Ondrasek. Wiślacy od samego początku oddali jednak pole gry gościom, którzy bezwzględnie to wykorzystali już w 55 minucie, zdobywając bramkę po brawdziwym bilardzie w polu karnym Miśkiewicza. Szczęlsiwym srzelcem w zamieszaniu po rzucie rożnym okazał się Paweł Oleksy. Niestety dla nas w tym miejscu moglibyśmy zakończyć opis tego spotkania bowiem do samego końca Biała Gwiazda nie potrafiła sobie stworzyć żadnej akcji bramkowej. Piłkarze męczyli się na boisku i więcej z gry mieli zawodnicy w niebieskich koszulkach. Niewątpliwie, całe to zamieszanie w klubie, wbrew wypowiedziom i zapewnieniom ze strony trenera, odbija się na zawodnikach, którzy nie byli soba w tym spotkaniu. Nie pozostaje nam więc nic innego jak czekać na ruchy naszych nowych właścicieli, bowiem taka sytuacja nikomu nie sprzyja.

Po burzy slońce wychodzi zza chmur...

 

Wisła Kraków 1:2 (1:1) Ruch Chorzów

5' Zachara - 25' Stępiński, 55' Oleksy 

 

Wisła: Michał Miśkiewicz – Jakub Bartosz, Arkadiusz Głowacki, Maciej Sadlok, Rafał Pietrzak – Krzysztof Mączyński, Denis Popović (66' Petar Brlek) – Rafał Boguski, Krzysztof Drzazga (46' Zdenek Ondrasek), Patryk Małecki (58' Adam Mójta) – Mateusz Zachara

Ruch: Kamil Lech – Martin Konczkowski, Rafał Grodzicki, Michał Koj, Paweł Oleksy – Łukasz Surma, Maciej Urbańczyk – Kamil Mazek (69' Łukasz Moneta), Patryk Lipski, Piotr Ćwielong – Mariusz Stępiński (90+3' Jakub Arak)

Back to Top