Strefa Wisły

Czarna seria trwa

Koszmaru Wisły ciąg dalszy. Nudny mecz w Kielcach z tamtejszą Koroną zapowiadał się do samego końca na bezbramkowy remis, który choć nie satysfakcjonował, to przerwałby przynajmniej czarną serię czterech porażek z rzędu. Jednak biednemu zawsze wiatr w oczy... Kiedy Wiślacy już witali się z gąską, zabójczą kontrę wyprowadzili kielczanie i gol Jacka Kiełba równo z ostatnim gwizdkiem meczu rozwiał marzenia o wywiezieniu choćby punktu.  Wyjściowa jedenastka Wisły na spotkanie z Koroną wydawała się jak najbardziej optymalna. Do składu powrócił Richard Guzmics, dzięki czemu Sadlok mógł zagrać na lewej obronie. Tym razem od pierwszej minuty szansę dostał Alan Uryga, który miał zapewnić spokój z tyłu i pozwolić Krzyśkowi Mączyńskiemu na swobodniejsze wypady do ataku. Ponadto Zdenek Ondrasek wygryzł młodego Drzazgę, mając za zadanie rozbijać silnych obrońców krwisto-złotych. Na papierze wyglądało to nie najgorzej. De facto, na boisku również Wisła wydawała się delikatnie przeważać. A jednak...

Pierwsza połowa była, delikatnie mówiąc, bezbarwna. Więcej w niej było kopaniny i agresji niż faktycznej gry w piłkę. To, jak prezentowała się Wisła, pozostawiało wiele do życzenia. Najgodniejszymi odnotowania były: próba Głowackiego po rzucie rożnym, ostre wejścia Pylypchuka, dla którego sędzia Frankowski był dziś dość pobłażliwy, a także nieprzyjemna kontuzja Jakuba Bartosza, która zmusiła go do opuszczenia boiska jeszcze przed przerwą. Szczęście w nieszczęściu, że trener Wdowczyk miał już do dyspozycji Bobana Jovicia. Słoweniec nie zagrał dzisiaj wybitnego spotkania, ale dobrze jest ponownie ujrzeć go na murawie. Zawodnicy Korony kilkakrotnie sprawdzili dyspozycję Miśkiewicza, lecz golkiper Białej Gwiazdy radził sobie z nimi bez zarzutu.

Drugie czterdzieści pięć minut przyniosło zdecydowanie lepsze widowisko. Widać było, że rozmowa z trenerem w szatni dobrze podziałała na krakowian, którzy już od początku drugiej połowy ruszyli do ataku. Bardzo blisko szczęścia był nasz kapitan, który uderzał na bramkę Gostomskiego po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, lecz ten wykazał się dobrą interwencją. Wiślacy starali się zawiązywać kolejne akcje i wyraźnie narzucili swoje warunki gry. Zaczęli utrzymywać się dłużej przy piłce, wymieniać większą ilość podań, zdobywać teren, a nawet częściej uderzać na bramkę. Za każdym razem jednak czegoś brakowało: a to szybkości, a to dokładnej wrzutki, celnego podania, silniejszego strzału, czy po prostu zimnej głowy... Po dłuższym okresie lepszej gry, ponownie do głosu doszli gospodarze, lecz ich akcje paliły na panewce. Ponownie do głosu zaczęła dochodzić Wisła. Swoje okazje mieli choćby Zachara, Małecki czy Boguski, ale i to nie dało upragnionej bramki. Wreszcie w końcówce Biała Gwiazda zdominowała mecz, utrzymując się z piłką na połowie rywali przez dłuższy czas i tylko szukając okazji do strzelenia zwycięskiego gola. Ewidentnie skromny remis ich nie zadowalał i rzucili wszystko na jedną kartę. Dziś gra się jednak nie kleiła i ciekawe akcje kończyły się co najwyżej przerzuconymi dośrodkowaniami. Na kilkadziesiąt sekund przed upływem doliczonych już trzech minut do ostatecznego ataku zdecydował się podłączyć Guzmics. I rzeczywiście, po jego akcji padła bramka... lecz pokonany został Michał Miśkiewicz. Przy tak ofensywnej grze zdarzają się kontrataki, Wisła ma grać do przodu, zawsze o zwycięstwo i każdy jest w stanie zrozumieć, że wiąże się to z takim ryzykiem. Jednak to, co zrobił „Rysiek” - filar obrony reprezentacji Węgier na Euro2016 – to był piłkarski kryminał. Kiedy był z piłką w okolicy 25-30 metra od bramki Gostomskiego, widać było, że zupełnie stracił koncepcję. Mimo to, nie próbował żadnej wrzutki albo długiego podania. Podał lekko, po ziemi, wprost pod nogi defensora Korony. Kontratak w wykonaniu gospodarzy został przeprowadzony wzorowo i w zasadzie nie było już co zbierać. Jacek Kiełb znalazł się w polu karnym oko w oko z Miśkiewiczem i na dwie sekundy przed końcem spotkania bez problemu umieścił piłkę w siatce.

Po pięciu porażkach z rzędu Wisła Kraków zamyka tabelę Ekstraklasy. Ze zdwojoną siłą na usta cisną się teraz słowa wypowiedziane niedawno przez naszego kapitana, Arkadiusza Głowackiego: „Nie da się ukryć, że sięgamy dna. Nasze morale, nasza gra. Mam wrażenie, że cokolwiek byśmy zrobili na boisku, to i tak w pewnym momencie stracimy bramkę, nawet kiedy wydaje się, że gramy dobrze”. Miejmy nadzieję, że sytuacja w Klubie po zamieszaniu z właścicielem z dnia na dzień będzie się uspokajała, a i sami piłkarze wyczyszczą wreszcie głowy i zaczną grać na poziomie, na jaki ich stać. Czas najwyższy się obudzić!

Korona Kielce 1:0 (0:0) Wisła Kraków

90+3' Jacek Kiełb

Wisła: Miśkiewicz, Bartosz (37' Jović), Głowacki, Guzmics, Sadlok, Boguski, Mączyński, Uryga, Małecki, Zachara, Ondrášek (86' Brlek)

Korona: Gostomski, Kallaste, Diaw, Dejmek, Gabovs, Grzelak, Pylypchuk (73' Marković), Cebula (56' Palanca), Możdżeń, Kiełb, Sekulski (78' Zając)

Back to Top