Strefa Wisły

Jak trwoga to do ... Bogusia !

Nie mogliśmy chyba sobie wyobrazić lepszej odpowiedzi Wiślaków na blamaż w ostatniej kolejce z Pogonią Szczecin, jak zmiażdżenie rywala w pięknym stylu w dzisiejszym spotkaniu. W dodatku spotkaniu z rywalem specjalnym, bo znienawidzonym przez sympatyków Białej Gwiazdy, Arką Gdynia.

 

 

 

Dziś przy R22 byliśmy świadkami istnego koncertu w wykonaniu podopiecznych Radka Sobolewskiego, a wynik 5:1 najlepiej obrazuje przebieg gry.

Patrząc na listę strzelców, można odnieść wrażenie, że znowu mieliśmy do czynienia z One Man Show Rafała Boguskiego. Nic bardziej mylnego! To kapitalny występ całego zespołu spowodował, że z drużyny gości wprost nie było co zbierać. Nie było dziś na boisku faceta w czerwonej koszulce, którego za ten występ moglibyśmy nie chwalić. Ale zanim wszystkie trybiki zaskoczyły, potrzeba było jednak trochę czasu i całe szczęście, że Arka tego czasu do końca nie wykorzystała...

Mecz zaczął się od dominacji gości. Rzut wolny w wykonaniu Hofbauera, mocna piłka w pole karne, Wiślacy pogubili się w kryciu i już w 5. minucie Warcholak pokonał Łukasza Załuskę. Szybko stracona bramka zapowiadała spore kłopoty, tym bardziej, że rywale szli za ciosem. Szturmowali pole karne Wisły w poszukiwaniu kolejnych trafień, jednak pary wystarczyło im zaledwie na... pierwszy kwadrans meczu. A wynik 0:1 podziałał na krakowian jak płachta na byka i okazał się tylko złym miłego początkiem.

 

W 18. minucie swoją szansę na podwyższenie wyniku miał były napastnik Cracovii, Dariusz Zjawiński, ale w sytuacji sam na sam dobrze zachował się Załuska. Wiślacy błyskawicznie przeszli do kontrataku, który nieco szczęśliwie, jednak w pełni zasłużenie zakończył się mierzonym strzałem Boguskiego i piłka po raz pierwszy zatrzepotała w sieci Jałochy. Wisła totalnie zdominowała grę w środku pola, zgarniając wszystkie bezpańskie piłki, cierpliwie, ale i szybko i efektownie rozgrywając piłkę, a także umiejętnie przerzucając ciężar gry. Bajecznie funkcjonował dziś tercet w środku pola: Popović – Mączyński – Brlek. Każdy w pełni wywiązywał się ze swoich obowiązków, a ponadto dorzucił coś ekstra od siebie.

Wysoki pressing i dobra gra szybko przyniosły Wiśle kolejne gole. W 29. minucie gospodarze przycisnęli Arkę i po kilku próbach różnych zawodników w małym odstępie czasu wreszcie do piłki w polu karnym dopadł Patryk Małecki, który szybkim zwodem ograł rywala i dośrodkował wprost na głowę Boguskiego. Drugie trafienie Bogusia było już tylko formalnością.

 

W 38. minucie byliśmy świadkami następnej świetnej kombinacji podopiecznych trenera Sobolewskiego. Głowacki zagrał długą piłkę w kierunku Brożka, który zgrał głową na skrzydło do Mączyńskiego, a Krzysiek idealną wrzutką obsłużył Petara Brleka zastępującego wówczas Brozia na pozycji środkowego napastnika, który uderzył głową nie do obrony. Wynik 3:1 do przerwy i naprawdę porywająca gra, ale zarówno kibicom, jak i samym zawodnikom to było jeszcze za mało.

Druga część spotkania to podobny obraz gry do tego, co oglądaliśmy w pierwszej odsłonie. Wiślacy konstruowali kolejne ataki, tym razem oddając jednak więcej pola gościom i wciągając ich na swoją połowę tylko po to, by przechwycić piłkę i wyprowadzić zabójczą kontrę. Ten plan doskonale powiódł się w 63. minucie, kiedy to z futbolówką zabrał się Rafał Boguski i minąwszy kilku rywali w polu karnym oddał płaski strzał tuż przy prawym słupku bramki, kompletując tym samym hattricka.

 

Wiślacy wciąż szli za ciosem i swoje sytuacje mieli m.in. Małecki i przede wszystkim Paweł Brożek, który stawał przed klarownymi okazjami, jednak nie potrafił pokonać bramkarza rywali. Ale i to do czasu. W 71. minucie Boguski stwierdził, że już się na dziś nastrzelał i może złapie jakąś asystę. Przytomnym podaniem krosującym całe pole karne obsłużył on właśnie Brożka, który pewnym strzałem wewnętrzną częścią stopy z najbliższej odległości ustalił wynik dzisiejszego jednostronnego pojedynku na 5:1.

 

Podstawowym wnioskiem, jaki nasuwa się po dzisiejszym meczu, jest to, że w tym zespole drzemie ogromny potencjał. Radek Sobolewski ma do dyspozycji wąską, ale naprawdę jakościową kadrę i widać, że potrafi z niej zrobić pożytek. Jeśli tylko kluczowych graczy omijać będą kontuzje, a Sobolowi nie zabraknie pomysłów na grę, ta drużyna może zwojować w tym sezonie jeszcze naprawdę wiele. Brawo, Wisła!

Wisła Kraków 5:1 Arka Gdynia

Back to Top