Wóz albo przewóz - z Lechią jak o życie!
Za nami dopiero pierwsza seria gier w grupie mistrzowskiej, a już podział tabeli na połowę - czwórkę prowadzącą i czwórkę goniącą - zrobił się mocno wyraźny. Naprawdę niewiele zabrakło, by urwać w zeszłym tygodniu Legii komplet punktów, ale to już jest historia. Przed nami kolejne spotkanie, a jego waga znów jest ogromna. Od jego wyniku zależy bowiem, czy Wisła będzie jeszcze w kontakcie z przodującym w lidze kwartetem, czy będzie musiała się zadowolić walką o piątą lokatę. Na bój o być albo nie być do Krakowa przyjeżdża Lechia Gdańsk. Początek meczu w sobotę o godzinie 20:30 przy R22.

Peleton zdecydowanie podzielił się na dwie równe części: z jednej strony Jagiellonia, Lech, Lechia i Legia, z drugiej Wisła, Pogoń, Termalica i Korona. Ewentualne niepowodzenie Białej Gwiazdy w najbliższej kolejce jeszcze bardziej powiększy tę różnicę, a wówczas może ona okazać się nie do przeskoczenia. O czymś takim jak niepowodzenie jednak na Reymonta dawno już zapomniano, dlatego takie czarne scenariusze można śmiało wyrzucić do kosza. Warto dodać, że ten rozłam tabeli wydaje się na ten moment wynikać tylko i wyłącznie z sytuacji punktowej wspomnianej ósemki. O meczu Wiślaków z Legią więcej mówić nie trzeba - koń jaki jest, każdy widzi. W pozostałych spotkaniach również nie było widać jakiejś dominacji faworytów, wręcz przeciwnie. Korona sprawiła ogromne problemy Lechowi w Poznaniu i w zasadzie Kolejorz może mówić o dużym szczęściu, że udało im się zwyciężyć 3:2. Pogoń dzielnie broniła się na terenie lidera w Białymstoku, lecz ostatecznie dała wbić sobie jedną bramkę i przegrała 1:0. Jedynie rozbita Termalica nie była w stanie przeciwstawić się Lechii w Gdańsku i po bramkach straconych na początku obu połów wracała do Niecieczy z wynikiem 2:0. Ale po co w ogóle skupiać się na rywalach, zamiast koncentrować się na sobie? Ano, po to, aby być świadomym, że tu każdy z każdym może wygrać, a do końca sezonu jeszcze wiele może się wydarzyć...
Gdańszczanie zajmują po 31. kolejce 4. lokatę z dorobkiem 30 punktów. To dokładnie tyle samo, ile ma trzecia Legia, natomiast ich strata do liderującej Jagi wynosi 3 oczka. Do Krakowa przyjeżdżają oni po zwycięstwie u siebie z Termalicą 2:0, lecz w obecnej sytuacji pokonanie Słoników wcale nie musi być odzwierciedleniem jakiejś fantastycznej formy. Należy oddać cesarzowi, co cesarskie - Lechiści dominowali i, co najważniejsze, potrafili to udokumentować bramkami. Wisła to jednak zupełnie inny kaliber przeciwnika - szczególnie w grodzie Kraka. Tym bardziej, że podopieczni trenera Piotra Nowaka, podobnie jak piłkarze Białej Gwiazdy, w delegacjach radzą sobie mocno średnio. Prawdę mówiąc, rezultaty obu klubów na wyjazdach są bardzo zbliżone - Biało-Zieloni zdobyli w takich meczach ledwie cztery oczka więcej od Wisły. Co więcej, na zwycięstwo poza własnym stadionem czekają oni już szmat czasu. Ostatnim razem tej sztuki udało im się dokonać w październiku ubiegłego roku, kiedy to pokonali oni Zagłębie Lubin 2:1. Dodając do tego dyspozycję Wisły na stadionie przy Reymonta to stawia Wiślaków w roli zdecydowanego faworyta.
Dyspozycji, która od dawna nie ulega zmianie, bowiem już od ponad ośmiu miesięcy nikt nie jest w stanie zdobyć twierdzy R22. To przede wszystkim dzięki doskonałym wynikom osiąganym przed własną publicznością Biała Gwiazda zajmuje obecnie 5. pozycję w ligowej tabeli, mając na koncie 23 punkty. Strata do podium dającego prawo gry w eliminacjach do europejskich pucharów wynosi obecnie 7 punktów. Jak jednak wiadomo, tu jeszcze nic nie jest stracone!
Rywalizacja Wisły z Lechią ma za sobą już całkiem bogatą historię. Jej początki sięgają roku 1949, kiedy to mistrzowie Polski z Krakowa pojechali na boisko beniaminka ligi i niespodzianki nie było - krakowianie nie pozostawili złudzeń gospodarzom, zwyciężając 5:1. Najnowsza historia starć Wiślaków i Lechistów trwa nieprzerwanie od sezonu 2008/09, kiedy to gdańszczanie powrócili do Ekstraklasy. Od tamtej pory oba kluby mierzyły się ze sobą w rozgrywkach ligowych dwudziestokrotnie: Biała Gwiazda zwyciężała 9 razy, Lechia 5 razy, a 6-krotnie padał remis. Ostatni mecz pomiędzy obiema ekipami, a zarazem ostatni ich mecz przy Reymonta, miał miejsce w marcu tego roku. Wówczas podopieczni trenera Kiko Ramireza sprawili przyjezdnym srogie lanie, pakując im aż 3 bramki. Strzelali: Głowacki, Boguski i Zachara, a goście nie byli w stanie odpowiedzieć żadnym trafieniem i wynik 3:0 poszedł w świat.
Sytuacja kadrowa może okazać się kolejnym atutem Wisły. W drużynie hiszpańskiego szkoleniowca nie pojawiły się bowiem żadne nowe kontuzje, do składu wraca zregenerowany kapitan, Arkadiusz Głowacki, a także żaden z Wiślaków nie jest zmuszony do pauzy za kartki. Jedynym nieobecnym pozostanie zatem Rafał Pietrzak. Znacznie gorzej wygląda to w obozie Lechii. Na pewno zabraknie kontuzjowanego Grzegorza Wojtkowiaka. Duży znak zapytania stoi także pod występem kluczowych rozgrywających, Milosa Krasicia i znanego przy Reymonta Rafała Wolskiego.
Będzie się działo - temu zaprzeczyć się po prostu nie da. Zapowiada się kapitalny mecz pomiędzy bezpośrednimi sąsiadami w tabeli, który z pewnością będzie determinował dalszą przyszłość obu zespołów w grupie mistrzowskiej. Emocji nie zabraknie, oby nie zabrakło także zwycięstwa Białej Gwiazdy! Do boju, Wisełko! Czas powrócić na zwycięską ścieżkę!