Strefa Wisły

Poległa Warszawa! Legia 0:2 Wisła

Stolica zdobyta, stadion przy Łazienkowskiej odczarowany! Wiślacy pod wodzą Joana Carillo w niedzielne popołudnie dali popis futbolu na najwyższym poziomie i upokorzyli mistrza Polski, Legię Warszawa przed jej własną publicznością, wreszcie przerywając czarną serię niemal ośmiu lat bez zwycięstwa przy Ł3. Carlitos i spółka przeważali w każdym aspekcie i swoją kapitalną postawą momentami wręcz ośmieszali bezradnych rywali, a wygrana 2:0 po bramkach Lopeza i Veleza wydaje się być najmniejszym wymiarem kary dla gospodarzy.

BAZ10222017 4042

Od pierwszego gwizdka sędziego w oczy rzucało się jedno - Wiślacy byli szybsi, silniejsi, skoczniejsi, agresywniejsi, dokładniejsi, sprytniejsi, skuteczniejsi... Dzięki swojej niebywałej aktywności zdominowali Legionistów praktycznie w każdym aspekcie! Wysoki pressing zakładany natychmiast po stracie piłki kompletnie paraliżował warszawian, którzy oddawali piłkę w zasadzie za darmo. Najbardziej zabójczą bronią Białej Gwiazdy były jednak tego wieczoru szybkie śmiercionośne kontrataki. Podopieczni trenera Carillo celowo oddawali pole gry Legii, by momentalnie doskoczyć, przechwycić futbolówkę i kilkoma podaniami wyprowadzić atak. Pierwszą taką akcję mogliśmy oglądać już w 9. minucie, kiedy to rewelacyjnie z głębi pola na wolne pole zagrał Pol Llonch, a do jego podania doszedł Jesus Imaz, który to zgubił Astiza i wyłożył piłkę Carlitosowi do strzału oko w oko z bramkarzem przeciwników. Hiszpański supersnajper tym razem zachował się jednak jak nowicjusz, zwlekając z oddaniem strzału, czym ostatecznie dał wystarczająco dużo czasu na powrót Pazdanowi, który zablokował jego próbę. Do dobitki za to Hiszpan podszedł chyba zbyt ekstrawagancko i lekceważąco - jego lobik nad Malarzem przed linią bramkową wybił Hlousek. To była fantastyczna okazja na objęcie prowadzenia, ale jak się okazało, to tylko zapowiedź do jeszcze lepszej postawy Wisły!

Po dwudziestu minutach gry na szaloną indywidualną akcję zdecydował się Tibor Halilović, który minął dwóch rywali na skraju "szesnastki", po czym dał się sfaulować już wewnątrz jej, dając sędziemu Frankowskiemu ewidentne podstawy do podyktowania rzutu karnego! Arbiter na początku nie był przekonany co do swojej decyzji, ale po weryfikacji VAR wskazał na wapno! Do piłki podszedł nie kto inny, jak Carlos Lopez. Wziął rozbieg, uspokoił nerwy, ruszył i... kropnął nie do obrony w prawe okienko bramki! Tym sposobem w 26. minucie Wisła wyszła na zasłużone prowadzenie.

Na kolejny dowód dominacji krakowian nie musieliśmy czekać zbyt długo. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w wykonaniu Carlitosa zostało wybite przez defensorów Legii. Piłka trafiła jednak z powrotem do Hiszpana, który przy linii bocznej nieprawdopodobnie zabawił się z Eduardo, zakładając mu siatkę, po czym ruszył w głąb pola karnego i fantastyczną podcinką obsłużył niekrytego Frana Veleza kilka metrów od linii bramkowej! Stoper Białej Gwiazdy musiał już tylko dokonać formalności - dołożył głowę i wbił Malarzowi drugiego gola, podwajając przewagę swojego zespołu w 30. minucie spotkania. To zapewniło Wiślakom komfort i spokój, a trenerowi Carillo pozwoliło nieco zmienić scenariusz na dalszą część tego meczu. Do końca pierwszej połowy Wiślacy jeszcze raz poważnie postraszyli Legię, ale obrońcy gospodarzy wystarczająco szybko zorientowali się w pomyśle Carlitosa. Piłkarze trenera Jozaka odgryźli się praktycznie tylko raz - z kilkunastu metrów uderzał Szymański, ale jak struna wypiął się Julian Cuesta i zdołał sparować piłkę do boku.

Na drugą odsłonę szkoleniowiec Legii ku uciesze sympatyków Wisły zdecydował się zmienić bezradnego wobec środka Cywka-Mitrović-Llonch Krzysztofa Mączyńskiego, to jednak na nic się nie zdało. Kluczowe dla dalszego obrazu gry decyzje zapadły w drugiej szatni - Carillo ustawił swoich zawodników bardziej defensywnie (ale w żadnym stopniu nie mniej agresywnie, ani groźnie!), przykazał im oddać rywalom pole gry i bazować przede wszystkim na kontrze. Jego podopieczni wykonali plan niemal perfekcyjnie. Legioniści nie byli w stanie przebić się przez ruchliwy blok defensywny Wisły, uciekając się do coraz prostszych środków, co było tylko wodą na młyn dla gości. W 54. minucie dogodną okazję na strzelenie trzeciej bramki miał Carlitos, ale w sytuacji sam na sam lepszy okazał się Malarz. Później to Legia zaczęła atakować i ostrzeliwać bramkę Cuesty, ale wszystko to były próby z dystansu, które nie sprawiały większych problemów hiszpańskiemu golkiperowi. Szczęścia w ten sposób szukali m. in. Remy, Pasquato czy Kucharczyk, wszystko na nic. Do ostatnich minut mecz był prowadzony właśnie w tym stylu, a coraz bardziej denerwująca się Legia nie miała żadnych argumentów wobec świetnie dysponowanej Wisły.

Spotkanie ostatecznie zakończyło się wynikiem 2:0. Jest to pierwsze zwycięstwo Białej Gwiazdy na Łazienkowskiej od 8 maja 2010 roku. Dokładnie 2871 dni wcześniej po hattricku Pawła Brożka Wiślacy ostatni raz poczuli smak sukcesu na terenie Legii. Poczuć go znowu po takiej przerwie to coś wspaniałego, tym bardziej, że te trzy punkty praktycznie zapewniają Wiśle grę w grupie mistrzowskiej po rundzie zasadniczej, gdyż tylko prawdziwy kataklizm mógłby jeszcze odebrać jej ten przywilej. Panowie, chapeau bas!

Legia Warszawa 0:2 Wisła Kraków

0:1 - Carlitos (k.) 26'
0:2 - Velez 30'

Składy:

Legia: Arkadiusz Malarz - Marko Vesović, Inaki Astiz, Michał Pazdan, Adam Hlousek - Krzysztof Mączyński (46' Michał Kucharczyk), William Remy, Cafu - Sebastian Szymański (62' Jarosław Niezgoda), Eduardo, Miroslav Radović (72' Cristian Pasquato).

Wisła: Julian Cuesta - Matej Palcic, Fran Velez, Zoran Arsenić, Maciej Sadlok - Tibor Halilović (66' Petar Brlek), Nikola Mitrović, Tomasz Cywka, Pol Llonch, Jesus Imaz (83' Kamil Wojtkowski) - Carlitos.

Żółte kartki: Mączyński, Astiz, Pasquato (Legia) oraz Llonch, Brlek, Mitrović (Wisła).

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).

Widzów: 20 175.

 

Back to Top