Strefa Wisły

Niedokładność, brak konkretów - Pogoń 2:1 Wisła

Po prawdopodobnie najlepszym meczu tego sezonu w wykonaniu Wisły, w piątkowy wieczór w Szczecinie inaugurujący 9. kolejkę Ekstraklasy przyszedł czas na zdecydowanie najgorszy. Wiślacy nie byli w stanie przeciwstawić się świetnie dysponowanej tego dnia Pogoni i zasłużenie przegrali to spotkanie 2:1 po dwóch trafieniach Adama Buksy i odpowiedzi ze strony Jesusa Imaza.

BAZ180915 0583

Od początku spotkania gospodarze z impetem ruszyli na bramkę Wisły. Całkowicie przejęli inicjatywę i przez pierwsze 15 minut praktycznie nie wypuszczali rywali z ich własnej połowy. Do takiego obrazka w tym sezonie zdążyliśmy się już jednak przyzwyczaić - Pogoń często rzucała się na rywala w pierwszych minutach, po czym jakby odcinało jej tlen i z upływem czasu coraz bardziej spuszczała z tonu... Nie tym razem.

Portowcy już w 14. minucie dopięli swego. Seria dobrze wykonywanych rzutów rożnych w końcu przyniosła wymierny efekt. Ostro bita piłka przez Nunesa, niemal wkręcająca się do bramki, niby leciała wprost w ręce Mateusza Lisa. Jednak młody bramkarz popełnił spory błąd, dając się zablokować znacznie bardziej doświadczonemu już napastnikowi, Adamowi Buksie, który pierwszy dopadł do futbolówki i umieścił ją w siatce bez najmniejszego problemu. Pogoń szybko objęła prowadzenie, ale na nieszczęście Białej Gwiazdy Portowcy ani myśleli o cofnięciu się i bronieniu wyniku.

Wręcz przeciwnie - to gospodarze w dalszym ciągu prowadzili grę i nie pozwalali Wiślakom rozwinąć skrzydeł. I to dosłownie, gdyż zupełnie nie funkcjonowały współprace na bokach Pietrzak-Kostal i Bartkowski-Boguski, które do tej pory przynosiły nam wiele pociechy. Krakowianie nie byli w stanie wymienić kilku celnych podań, ich akcje były szarpane, a co najgorsze, raz po raz dochodziły do tego bardzo groźne straty na własnej połowie, które powinny kończyć się utratą bramek. Najpierw futbolówkę stracił wychowanek Pogoni grający obecnie z Białą Gwiazdą na piersi, Dawid Kort, który to spotkanie będzie chciał jak najszybciej wymazać z pamięci - wszystko zakończyło się niecelnym strzałem Majewskiego. Chwilkę później koszmarny błąd popełnił Maciej Sadlok, który za lekko podawał do Mateusza Lisa i niewiele brakło, by z tego prezentu skorzystał Adam Buksa. Kilkanaście minut później fatalną stratę zaliczył nasz drugi doświadczony stoper, Marcin Wasilewski, który chciał zabawić się z Majewskim, ale pomocnik nie dał się wykiwać i natychmiast zagrał do wychodzącego na pozycję Buksy. W tej sytuacji Wiślaków uratowała tylko momentalna reakcja - szybki doskok do Buksy kilku podopiecznych trenera Stolarczyka sprawił, że akcja spaliła na panewce.

W 33. minucie doszło do pierwszej ciekawej akcji Wisły. Bartkowski znalazł sobie miejsce na prawej flance i posłał świetne płaskie dośrodkowanie na piąty metr, gdzie już czyhał Zdenek Ondrasek. Czech jednak źle obliczył sobie tor lotu piłki i po prostu w nią nie trafił... Wreszcie mogliśmy mieć nadzieję na przebudzenie Białej Gwiazdy. Następnie do rzutu wolnego w okolicach 30. metra od bramki podszedł Sadlok, który kropnął z całej siły - niestety, minimalnie niecelnie. Ostatnie słowo w pierwszej połowie znów należało jednak do Pogoni. Składna akcja gospodarzy zakończona dośrodkowaniem Kozulja zgubiła krycie Wiślaków i na strzał z pierwszej piłki zdecydował się Majewski, lecz odrobinę chybił.

Druga odsłona nie mogła gorzej rozpocząć się dla zespołu gości. Otwierające podanie Nunesa, kapitalne przytomne dośrodkowanie Kozulja i spokój w polu karnym Buksy, który miał mnóstwo czasu, by przyjąć sobie piłkę, poprawić i wreszcie uderzyć obok bezradnego Lisa. Tym sposobem już w 46. minucie na tablicy świetlnej widniał wynik 2:0 po dublecie wychowanka Wisły.

Obraz gry nadal nie ulegał zmianie. Gospodarze grali z werwą i animuszem, dokładnie i szybko wymieniali podania i dochodzili do kolejnych sytuacji strzeleckich. Tymczasem Wiślacy wciąż nie potrafili złapać swojego rytmu, brakowało im pomysłu i wyglądali, jakby chcieli, ale nie mogli. To spowodowało, że trener Stolarczyk zdecydował się na zmiany: na boisku pojawili się Kolar, Halilović i nieco później Wojtkowski, którzy zastąpili bezproduktywnych tego dnia Korta, Boguskiego oraz Kostala. Jak się okazało, był to ruch jak najbardziej trafny. Świeża krew wprowadziła w szeregi Wisły nieco ożywienia. Wreszcie moglismy oglądać dokładne wymiany podań, szybkie zmiany pozycji i ciężaru gry, co zaczęło sprawiać Pogoni pewne problemy. Można śmiało powiedzieć, że od 75. minuty Wisła wiodła prym w meczu - do odrobienia były jednak dwie bramki.

Pierwszym efektem tego było kolejne płaskie dośrodkowanie Bartkowskiego w szesnastkę gospodarzy tym razem zmierzało w stronę Halilovicia, ale ofiarnie interweniował Kozulj, który zapobiegł oddaniu strzału przez Chorwata. Chwilę później kapitalne zagranie Halilovicia na prawą stronę do swojego rodaka, Kolara, który przytomnie zgrał piłkę przed bramkę wychodzącego z linii Załuski, gdzie już czaił się Jesus Imaz - Hiszpanowi pozostało tylko dostawić głowę, by umieścić futbolówkę w niestrzeżonej bramce. Tym sposobem w 82. minucie Wiślacy zdobyli gola kontaktowego i zapewnili kibicom emocje do ostatnich minut.

Niestety, próby przedostania się pod pole karne Bordowo-Granatowych w wykonaniu krakowian wyglądały na coraz bardziej rozpaczliwe i desperackie. Długie podania w kierunku Ondraska nie przynosiły żadnej korzyści. Głęboko broniąca się Pogoń zacieśniła szyki i do ostatniego gwizdka sędziego nie pozwoliła Wiślakom oddać choć jednego celnego strzału. W takich okolicznościach Portowcy po raz pierwszy triumfowali w obecnej kampanii, a na głowy piłkarzy Białej Gwiazdy spadł kubeł zimnej wody. Pozostaje nam liczyć, że taki zimny prysznic tylko pobudzi ich do dalszej ciężkiej, wytężonej pracy przed kolejnymi spotkaniami.

Pogoń Szczecin - Wisła Kraków 2:1 (1:0)
1:0 Buksa 14’ 
2:0 Buksa 47’ 
2:1 Imaz 83’ 
 
Pogoń: Załuska - Stec (90’ Rudol), Walukiewicz, Dwali, Nunes - Podstawski, Kožulj (80’ Matynia) - Kowalczyk, Drygas, Majewski (76’ Hołota) - Buksa
 
Wisła: Lis - Bartkowski, Wasilewski, Sadlok, Pietrzak - Basha, Kort (63’ Halilović) - Boguski (64’ Kolar), Imaz, Košťál (73’ Wojtkowski) - Ondrášek 
 
Żółte kartki: Drygas, Kožulj, Buksa, Basha - Košťál, Bartkowski, Pietrzak, Ondrášek
 
Sędziował: Łukasz Szczech z Kobyłki 
 
Widzów: 3 750

 

Back to Top