Bez polotu, ale w grupie mistrzowskiej!
Mecz z Sandecją w wykonaniu Wisły przebiegł zgodnie ze złotą zasadą studenckich trzech "Z": zakuć-zdać-zapomnieć. Podopieczni trenera Carillo mieli przed tym spotkaniem jeden klarowny cel: utrzymać się w czołowej ósemce ligi, by po rundzie zasadniczej grać w grupie mistrzowskiej. I choć z przebiegu meczu zadowoleni na pewno być nie możemy, to bezbramkowy remis z Sandecją pozwolił ten cel zrealizować, co w ostatecznym rozrachunku jest kluczowe.

Sandecja wyszła na to starcie bez żadnych skrupułów, od początku starając się przede wszystkim utrudniać grę przyjezdnym i od czasu do czasu organizować wypady na bramkę Cuesty. Plan, jaki na to spotkanie przygotował doskonale znany pod Wawelem szkoleniowiec ekipy z Nowego Sącza, Kazimierz Moskal, od pierwszych minut działał naprawdę przyzwoicie. Dodatkowo, presja ciążąca na piłkarzach Białej Gwiazdy związana z walką o występy w grupie mistrzowskiej plątała nogi gościom, w których zagraniach widoczna była niedokładność i nerwowość.
Jako pierwsi zagrożenie spowodowali właśnie nowosączanie. W 23. minucie Kasprzak oddał strzał głową na bramkę krakowian, ale czujny był Julian Cuesta. Wiślacy do głosu zostali dopuszczeni dopiero w 27. minucie, kiedy to ciężar gry wziął na siebie Boguski, który skończył swoją akcję groźnym strzałem, z którym jednak poradził sobie Gliwa. Beniaminek ligi próbował jeszcze przed przerwą oddawać strzały z dystansu, ale nie sprawiały one większych problemów golkiperowi Wisły.
Pierwsza odsłona nie przyniosła wielu emocji i niewiele zmieniło się po przerwie. Początek drugiej połowy był jednak mocno zaskakujący. Najpierw fani postanowili trochę uatrakcyjnić widowisko serpentyniadą, która wylądowała na płycie boiska i uniemożliwiła grę na kilka minut, a później aktywnego tego dnia Rafała Boguskiego poniosła fantazja - Boguś złożył się do przewrotki, lecz do poziomu Ronaldo troszkę jej zabrakło i nie zdołał on zaskoczyć bramkarza Biało-Czarnych... Krakowianie wyraźnie jednak nie chcieli pozostawić nic przypadkowi i ruszyli wreszcie do nieco poważniejszej ofensywy. Najpierw z dystansu niecelnie uderzał Jesus Imaz. Strzałów z dalszej odległości przybywało zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. Nie przekładało się to jednak na żadne wymierne korzyści. Spotkanie toczyło się głównie w środku pola. Wreszcie, w doliczonym czasie gry szczęścia spróbował Carlitos, lecz jego uderzenie zostało zablokowane. Sędzia nie był litościwy dla oglądających to spotkanie kibiców i doliczył aż 10 minut z powodu licznych przerw w grze. I wówczas nie udało się jednak żadnej ze stron zmienić stanu rywalizacji. Mecz zakończył się nudnym 0:0, ale zrodzony w bólach punkt przypieczętował awans Wisły do grupy mistrzowskiej. A na koniec dnia to właśnie to się liczyło.
Sandecja Nowy Sącz 0:0 Wisła Kraków
Składy:
Sandecja: Michał Gliwa - Dawid Szufryn (77' Tomasz Brzyski), Płamen Kraczunow, Alexandru Benga - Adrian Danek, Bartłomiej Kasprzak, Patrik Mraz - Maciej Małkowski (73' Damir Sovsić), Pavlo Ksionz (87' Filip Piszczek) - Aleksandar Kolew, Wojciech Trochim
Wisła: Julian Cuesta - Matej Palcić, Fran Velez, Marcin Wasilewski, Jakub Bartkowski - Nikola Mitrović, Tomasz Cywka, Pol Llonch - Rafał Boguski (83' Zdenek Ondrasek), Jesus Imaz (71' Tibor Halilivić) - Carlitos (90' Denys Bałaniuk)
Żółte kartki: Kraczunow (Sandecja) oraz Palcić, Bartkowski, Llonch (Wisła)
Sędzia: Łukasz Szczech (Warszawa)